Michał Winek

Od zawsze byłem poszukiwaczem skarbów.
Szukałem wszędzie – na ziemi, w ziemi i pod ziemią. A nawet w wodzie… miałem wtedy ruską maskę, sznurowane płetwy i wytrzymywałem pod wodą prawie dwie minuty! 😉 Moją wyobraźnię najbardziej rozpalały wszelkiego rodzaju lochy, a numerem jeden były podziemne pozostałości z II Wojny Światowej.
Raz po raz docierałem do miejsc, które kończyły się wodą. Tam z moją ruską maską iść nie mogłem. Jak ogromne było moje rozczarowanie, jak bardzo rozpalona wyobraźnia, która projektowała wizje wielkich skarbów kryjących się w tych mrocznych, podziemnych jeziorach! Bo przecież skoro nie mogę zobaczyć, co tam jest i nie mogę tam dotrzeć, to inni też nie mogą! A skoro inni nie mogą to…??? To na pewno jest tam skarb! Wielki skarb!

Tak zaczęła się moja przygoda z nurkowaniem. Były to czasy kiedy ciężko było o sprzęt, a i moje zasoby finansowe były mniej niż skromne. Jak wielu młodych chłopców, i ja byłem fanem MacGyver‘a. Będąc po kolejnym odcinku tego pasjonującego serialu postanowiłem sprzęt do nurkowania zbudować samemu.
Pierwsze próby odbyły się w oczku wodnym, które miało głębokość, bagatela, pół metra.
Zbudowałem system do przewodowego zasilania nurka w powietrze. Wąż ogrodowy podkradziony mamie, pływak z kawałka styropianu, zanurzenie i… rozczarowanie. Okazało się, że będąc na tej głębokości praktycznie niemożliwym było wzięcie oddechu. Pewnie wiecie czemu. Ja wtedy nie wiedziałem. Na pomoc przyszedł mi kompresor do pompowania kół, skrycie wyniesiony z garażu ojca. Tak zacząłem oddychać pod wodą. I to sprężonym powietrzem!
Potem były próby na sprzęcie autonomicznym, a nawet konstrukcji rebreatherowej.
Sprzęt ten stanowiła dętka samochodowa, części od rebreathera górniczego, rury od kibla i odkurzacza. I nurkowałem jak każdy laik wie – na tlenie do spawania 😉 Pas balastowy miałem z pasa wojskowego, a za balast robiło kowadło przytroczone za pomocą sznurka od snopowiązałki. Ale to wszystko działało! Pamiętam, jak na tym sprzęcie byłem na 28 metrach. Tak, 28 metrach! Pamiętam jak się bałem. Jakbym był na księżycu. I było tam bardzo zimno, bo miałem jedynie spodnie piankowe typu long john 3 milimetry. Zamiast kaptura miałem czapkę, a na niej czepek gumowy. Rękawiczki były ogrodowe z wkładką. Ale wytrzymywałem w tej zimnicy z piętnaście albo i dwadzieścia minut, choć wychodziłem zmarznięty jak wszyscy diabli. I byłem strasznie dumny ze swoich wyczynów! 🙂
Gdzieś po drodze, podczas któregoś pobytu nad jeziorem, ktoś zapytał mnie, jakie mam uprawnienia. Uprawnienia? Ktoś zapytał jak głęboko nurkuję, jaką robię dekompresję. Dekompresję?
I tak trafiłem na swój pierwszy prawdziwy kurs nurkowy, który otworzył przede mną nowe horyzonty. Już nic nie mogło mnie zatrzymać…

Dziś po latach i tysiącach nurkowań pełnię funkcję Course Director‘a w organizacji NAUI. Oznacza to, że jestem „gościem od wszystkiego”. Mogę wyświęcać od przysłowiowego zera do dajwmastera.

Nurkowanie, mimo sporego stażu nie straciło dla mnie na swojej atrakcyjności. Nadal nie mogę spokojnie spać jak nie zanurkuję od czasu do czasu (czyli przynajmniej raz w tygodniu ;)). Pewnie wiecie o czym mówię 😉

To jasne, że się w czymś specjalizuję. W czym? W poszukiwaniu skarbów. Nigdy mi to nie przeszło. Wraki, jaskinie, stare bunkry i kopalnie nadal rozpalają do czerwoności moją wyobraźnię. Podczas każdego nurkowania z dziecięcą ciekawością zaglądam w każdy zakamarek. Wciąż czekam na ten wielki dzień.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s